26 January 2014

Parka

Tak jak się spodziewałam, zima jednak o nas nie zapomniała. Może nie jest tak siarczysta jak to było kiedy jeszcze byłam mała, ale -10 na zewnątrz skutecznie powstrzymuje mnie od wyjścia z domu. To chyba pierwsze symptomy starzenia. Razem z Martyną ryzykowałyśmy odmarznięte dłonie, ale postanowiłyśmy spotkać się na szybkie zdjęcia i natychmiast po tym pobiegłyśmy na gorącą kawę ;)
W grudniu miałam wyjątkowo mało czasu. Jeden z bardziej pracowitych okresów od bardzo dawna. Mam nadzieje, że teraz będzie już tylko lepiej i będę miała wystarczająco dużo czasu na regularne pisanie postów. Liczę też na Waszą pomoc w wymyślaniu tematów nowych wpisów i filmików :) 
Pisałam Wam już dawno na swoim facebook'u i w filmiku o swojej parce. Okazałą się bardzo trafnym wyborem. Długo nie mogłam się zdecydować gdzie kupić taką kurtę i w jakim kolorze. Co prawda, na blogu pokazuje ją Wam po raz pierwszy, ale tak naprawdę noszę ją bardzo często. Podoba mi się jak wygląda z bordowym swetrem. Wydaje mi się to idealnym połączeniem kolorystycznym. Lubie też nosić duże naszyjniki do prostej góry, tym razem wybrałam taki z ciemnozielonymi i czarnymi elementami. Przez te mrozy, moje ulubione sukienki i spódnice odchodzą w odstawkę. Stawiam na spodnie i ciepłe skórzane śniegowce, są niezastąpione w taką pogodę.

Zapraszam Was na mój instagram :)
Instagram







zdjęcia: Martyna

parka: sheinside | sweter, naszyjnik: Oasap | spodnie: lee | torba: river island | rękawiczki: H&M | śniegowce: czasnabuty

25 January 2014

Realash

Na początku listopada zaczęłam testować odżywkę stymulującą wzrost rzęs Realash. Myślę, że po takim czasie stosowanie mogę z czystym sumieniem podzielić się swoją opinią. Nie do końca jestem przekonana co do przedłużania rzęs, więc bardzo chciałam sprawdzić czy taki kosmetyk faktycznie działa. Szczerze mówiąc ciężko mi stanowczo powiedzieć czy jestem zadowolona z tego produktu. 
Użycie tej odżywki jest bardzo proste. Nie trzeba się męczyć tak jak przy nakładaniu olejku rycynowego, którego wcześniej stosowałam. Jest ona w przezroczystej, płynnej formule i nakładamy ją pędzelkiem, malując przy krawędzi rzęs kreskę jak eyelinerem. Ma to pobudzić wzrost rzęs od samych cebulek.
Niewątpliwie spełnił on swoje zadanie i po kilku tygodniach stosowania można było zauważyć wzrost rzęs. Najbardziej zależało mi na dłuższych rzęsach dolnej powieki. Miałam takiego pecha, że przy zewnętrznym kąciku były one prawie niewidoczne. Teraz może nie są piorunująco długie, ale przynajmniej jest na co tusz nałożyć, co uważam i tak za ogromny sukces. Zawsze używałam wydłużających tuszy. Stosując tą odżywkę i dodatkowo malując rzęsy, można uzyskać piorunujący efekt. Z tego efektu jestem bardzo zadowolona. W tym momencie nie czuje potrzeby używania wielu kosmetyków malując oczy. Maskara w zupełności wystarcza. 
Na tym kończąc, ten kosmetyk z pewnością uznałabym za cudotwórczy i plułabym sobie w brodę, że tak późno go odkryłam. Niestety ja zauważyłam minusy jego stosowania. Na początku stosowania zaczęły piec mnie oczy. Nie było to uciążliwe czy długotrwałe, ale jednak. Później miałam wrażenie spuchniętych, ciężkich powiek. Oczywiście jest to wynik wzrostu rzęs, ale uczucie naprawdę nieprzyjemne. Miałam wrażenie, że mam coś wstrzyknięte w okolice oczu. Następnie oczy coraz częściej robiły mi się czerwone. Dziwne było też to, że powieka lewego oka sama się poruszała (koleżanka powiedziała nawet, że wygląda jakbym miała gąsienice na oku). Wcześniej zdarzało mi się, żeby tak skakała, ale raz na jakiś czas. Teraz te skurcze miałam bardzo często, kilka razy dziennie a nawet więcej. Zastanawiałam się, czy jest to spowodowane tą odżywką, czy jest może jakiś inny powód. Przestałam jej używać i po jakimś czasie wszystko wróciło do normy. W tej chwili używam jej raczej rzadko. Zależy mi żeby nie stracić efektu długich rzęs, ale nie chce również męczyć się ze wszystkimi ubocznymi skutkami stosowania. 
Używałyście tej odżywki? Jakie są wasze opinie na jej temat? 

Odżywka dostępna na: REALASH





10 January 2014

Paris

Wizytę w Paryżu mogę jak najbardziej zaliczyć do udanych. Pierwszy raz byłam tam latem i tak naprawdę byłam tylko jeden dzień. Zwiedzanie było intensywne, ale nie można powiedzieć żeby to było przyjemne. Tym razem miałam okazję zobaczyć to miasto zimą. Ku mojemu szczęściu było tam bardzo ciepło, temperatura przekraczała 15 stopni, tylko pod wieczór robiło się zimno i wtedy byłam bardzo zadowolona, że mój nowy płaszcz jest taki ciepły.
Ten dzień był dla mnie bardzo intensywny jeśli chodzi o zwiedzanie, ale też najlepszy spośród wszystkich spędzonych w Paryżu. Zaczęłam od pojechania na Łuk Triumfalny. Wspinaczka po krętych schodach na samą górę okazała się nie lada wyzwaniem. Chyba czas wrócić na siłownię, bo w połowie byłam bliska rezygnacji... Warto jednak się odrobinę wysilić, czeka tam na Was piękny widok na miasto. Niestety na górze niesamowicie wieje, mimo pięknego słońca można zamarznąć.
Île de la Cité to wyspa na Sekwanie, na której znajduje się Katedra Notre-Dame. Za nią znajduje się "most miłości". Tym razem nie miałam z kim zaczepić własnej kłódki, ale mam nadzieję, że kiedy będę tam następnym razem pojawi się również moja ;) Kiedy się ściemniło, niestety zaczął padać deszcz. Bardzo padało... W Paryżu na każdym kroku można znaleźć małe restauracje. Ulewę przeczekałam w jednej z nich zajadając się pysznościami i popijając grzane wino. Sama nie jestem gadułą, za to lubię słuchać innych ludzi. Pracowała w tej restauracji kobieta z Tybetu. Podpowiedziała mi jak się dostać do dzielnicy Pigalle oraz opowiedziała o swoim kraju i o tym dlaczego postanowiła przyjechać do Paryża.
Wieczorem byłam już pod znanym teatrem Moulin Rouge. Kolejka na przedstawienie była naprawdę ogromna, nawet nie próbowałam dostać się do środka. Wejście jest wyjątkowe drogie! Mam nadzieje, że kiedyś jeszcze będę mogła zobaczyć kankana właśnie w Moulin Rouge. Podobno ulica czerwonych latarni jest dość niebezpieczna, ale nie wyobrażałam sobie wizyty w tym mieście bez tego miejsca. Spacer, drink w barze i można wracać do domu.













sukienka: AX Paris | kozaki: stradivarius | płaszcz: Oasap | żakiet: Oasap

Instagram

8 January 2014

Lille

Te osoby, które na bieżąco śledzą mojego facebook'a, wiedzą, że Nowy Rok spędziłam we Francji. Pierwsze dni byłam w Lille, pięknym mieście na północy. To miejsce zupełnie nie przypomina zatłoczonego Paryża. W czasie świąt w centrum miasta jest duża karuzela, dzięki temu mogłam zobaczyć wszystko z góry. W Lille panuje prawdziwie angielska pogoda, ale nawet to nie popsuło mi dobrego humoru. Mimo, że nie jest to tak znane miejsce jak stolica Francji, mogę się pokusić o stwierdzenie, że jest to równie urokliwe miejsce i panuje tam cudowna atmosfera. Chyba jak dotąd to najlepszy sylwester i Nowy Rok jaki spędziłam. Poznałam tam wielu fajnych ludzi i miło spędziłam czas. 
Kolejne posty będą już z Paryża, tam zrobiłam naprawdę masę zdjęć ;) 
A Wy jak spędziliście sylwestra?













płaszcz: Oasap | sweter, spodnie, buty: stradivarius | torba: river island

Instagram